Wpisane w kategorii: ( Pozycjonowanie) przez: Michał Pogrudka dnia: 19 marca, 2012
Drugim programem wspomagającym katalogowanie, jaki miałem przyjemność testować, był SeoLight. Napisałem „przyjemność”, ponieważ tak wyglądało korzystanie z tego programu. Przy poprzedniej recenzji nie miałem skali porównawczej, tutaj mam i SeoLight wypada dobrze. Nie będę się skupiał teraz na wyjaśnianiu jak powinien działać taki program i do czego służy, bo większość czytelników to wie, a jeśli nie, to w poprzednim artykule o SemiAdder pokusiłem się o krótki opis, więc od razu zaczynam recenzję.
Startujemy
Na sam początek program zapytał mnie czy chcę zaktualizować bazę i oczywiście się na to zgodziłem, mogłem wybrać czy chcę dodać nowe katalogi, usunąć te nieaktywne, zmodyfikować istniejące. Sytuacja z aktualizacją przy kolejnych uruchomieniach powtórzyła się trzykrotnie, to tylko dobrze świadczy o SeoLight. Napiszę też o samej bazie, choć można takie informacje znaleźć na stronie lub forum, to z doświadczenia wiem, że niektórzy chcieliby o tym przeczytać w samej recenzji – baza zawiera 4683 katalogów i 1354 precli, w tym odpowiednio 1746 i 1294 darmowych.
Więcej szczegółów można wyczytać na stronie aplikacji: SeoLight - Program do katalogowania, lub po prostu sciągnąć demo :-)
Obsługa programu jest prosta i w miarę intuicyjna, bardzo łatwo się odnaleźć i uruchomić pierwsze dodawanie. Na uznanie zasługuje fakt dobrze rozwiązanego mechanizmu synonimów, które mało, że są automatycznie podpowiadane (przy użyciu edytora zaawansowanego), to program liczy nam ilość możliwych kombinacji w zależności od stopnia unikalności, który w programie można ustawić. Co ciekawsze program rozpoznaje, czy zaczynasz własnie zdanie i proponowany synonim zacząć dużą, czy małą literą. W ciągu pracy trafiałem jednak na bardzo dziwne synonimy, np. nieparlamentarne zwroty, których użycie nie przyszłoby mi nawet do głowy, ale najnowsza wersja (w czasie pisania recenzji była aktualizacja, o czym za chwilę napiszę) synonimy podpowiada już nienagannie.
Zagłębiając się
Powyższe plusy to pierwsza rzecz jaką zauważyłem po przesiadce na SeoLight po napisaniu poprzedniej recenzji. Ciężko wymieniać zalety, gdy w zasadzie wszystko, co sobie postanowiłem zrobić szło dobrze, czyli w zasadzie program wywiązywał się ze swoich obowiązków, czy można to nazwać zaletą, czy też właśnie „obowiązkiem”? Program działał tak, jak był zaprogramowany i robił to do czego został stworzony. Nie zawieszał się, mimo, że testuję go na tym samym komputerze i łączu, co jego poprzednika.
Podobnie jak poprzednio, można generować raporty dodawania do katalogów, filtrować sobie katalogi na podstawie wartości PR, czy jest darmowy czy tez nie itd., nie jest ono jednak takie proste jak u poprzednika, ale jak się tylko przeczyta krótką adnotację, jak to zrobić, zaczyna się robić bardzo klarowne i więcej człowiek z tym nie ma problemu. Można dodawać swoje katalogi, kasować, odkładać na później, lub odznaczać jako wykorzystane, choć wydaje mi się, że trochę szkoda, że wykorzystane katalogi same nie przeskakiwały mi do zakładki „wykorzystanych”, tylko muszę robić to ręcznie – choć da się to przeżyć.

Do ilustracji recenzji wykorzystałem zdjęcia ze strony producenta.
Zaraz ktoś napisze „niezła reklama”, a ja postanowiłem odpowiedzieć tak samo jak poprzednio, że wady też się znajdą. Jednak najnowsza aktualizacja 1.23 (17 marca) niczym cięta riposta ucięła moje czepialstwo. Wszystkie zauważone przeze mnie niedociągnięcia, ujęte sprytnie w szkic postu przed weekendem, mogą trafić do kosza (i bynajmniej nie są to niedociągnięcia, które raportowałem producentowi – recenzja nie zdążyła się pojawić – co oznacza, że programiści na bieżąco poprawiają program).
Aktualizacja przeszła bezboleśnie. Zostałem poinformowany o możliwości aktualizacji i dostałem informacje, co ona zmienia, a także co i gdzie zrobić, by po aktualizacji nie stracić projektów, czy swoich baz katalogów. Więc to był chyba dobry moment na napisanie tej recenzji – na własnej skórze przekonałem się jak działa mechanizm aktualizacji (w dodatku poprawki dotyczyły mnie osobiście), a także sam doświadczyłem bezbolesnego przejścia na najnowszą, poprawioną wersję programu.
Support, FAQ i materiały szkoleniowe
Dużym plusem SeoLighta jest support. Nie wiem w jakich godzinach pracuje, ponieważ co zdążyłem napisać zapytanie, odpowiedź dostawałem w miarę szybko, bez względu czy był to poniedziałek rano, czy piątek późny wieczór. Materiałów szkoleniowych też jest na tyle dużo, żeby zacząć pracę od zaraz, są to materiały postaci video, FAQ czy krótka instrukcja „szybki start„. SeoLight posiada także własne forum.
Cena i licencja
Program można używac dożywotnio, aktualizacje w ramach danej wersji są darmowe (czyli aktualizacja z 1.2 na 1.3 jest darmowa, natomiast do przejścia z 1.2 na 2.0 trzeba już dopłacić 50zł). Program można zainstalować na 3 komputerach, pod warunkiem, że jest się jedyną osobą uprawioną do korzystania z oprogramowania. Program kosztuje 130zł, ale dla użytkowników forum PiO jest rabat, więc jeśli jesteś użytkownikiem tego forum, warto się rozejrzeć.
Podsumowanie
Pisząc krótko, SeoLight używa się łatwo i przyjemnie. Jeśli ktoś jest mniej cierpliwy i odrobinę irytowałby go poprzednio recenzowany program, to SeoLight jest właśnie dla niego. SeoLight jest równie intuicyjny i prosty w obsłudze, a zarazem mniej zasobożerny. Gdyby nie kilka drobnych zastrzeżeń, mógłbym go nazwać programem idealnym :-)
|
Wpisane w kategorii: ( Pozycjonowanie) przez: Michał Pogrudka dnia: 29 lutego, 2012
Od pewnego czasu wiele się mówi o powoli uciekającej mocy katalogów SEO, straszy się pozycjonerów i właścicieli katalogów, że to wszystko niedługo może się skończyć. Ja nie wierzę, że z dnia na dzień katalogi i precle miałyby stracić wartość – może linki w ten sposób zdobyte nie są już tak wartościowe jak rok, czy dwa lata temu, ale ja,tak jak wielu pozycjonerów, uważam, że katalogowanie ma sens.
Ale czy robić to ręcznie, czy lepiej to zlecić automatowi (takiemu jak ten, kliknij by zobaczyć), lub robić za pomocą półautomatu? Przyznam szczerze, że wolę mieć nad tym kontrolę i jak tylko dowiedziałem się o istnieniu półautomatów, chciałem zobaczyć jak się ich używa. Trochę trwało zanim się zmotywowałem i podjąłem testu i recenzji. Na branżowych blogach już od pewnego czasu nie było podobnego wpisu, a trzeba przyznać, że te aplikacje zmieniają się dość szybko i to chyba na lepsze, więc warto czasem przypomnieć temat i zrobić test oraz recenzję aplikacji.
Na początek krótko przedstawię jak działa taki program, jeśli ktoś tego jeszcze nie wie :-) Ma on na celu wspomagać w ręcznym katalogowaniu. Rozwijając powyższe stwierdzenie, program ma sam uzupełniać formularze, wcześniej przygotowanymi danymi, podświetlać nam odpowiednie linki, takie jak „Dodaj stronę”, czy też nazwy wybranych przez nas kategorii, żeby dodawanie do katalogów było szybsze i łatwiejsze niż dotychczas.
Jako pierwszy na tapetę wrzucam SemiAdder firmy Enterso. Przyznam, że jest to pierwszy półautomat jakiemu przyglądam się dłużej, nie licząc krótkich kontaktów z demami SeoLight i SeoBohater (których pełne wersję wkrótce też opiszę). Niebawem okaże się, który jest lepszy SemiAdder, SeoLight czy SeoBohater.
Pierwszy rzut oka
Interfejs SemiAddera może nie powala, ale jest prosty w obsłudze i tak na prawdę po krótkiej lekturze „pomocy” ze strony http://semiadder.pl/pomoc można zacząć w pełni wykorzystywać ten program. Trzeba przyznać, że to bardzo ważny plus SemiAddera. Chwilę „męczymy” się nad nową konfiguracją, wpisujemy co tam trzeba, ale wszystko intuicyjnie. Program podświetla co powinien, wypełnia formularze, czyli patrząc od tej strony, wszystko OK.

Do ilustracji recenzji wykorzystałem zdjęcia ze strony producenta.
Kilka zalet, kilka wad
Najważniejsze co należy powiedzieć o SemiAdder, to duży plus za pierwsze wrażenie. Interfejs czytelny, program funkcjonalny i wystarczy przejrzeć krótką instrukcję ze strony producenta, aby zacząć katalogowanie. Baza wydaje się być spora, więc tym bardziej podobała mi się możliwość prostego wybrania katalogów do swojej konfiguracji strony do katalogowania. To znaczy, że kilkoma kliknięciami myszki przygotowałem listę katalogów, z których chcę skorzystać, filtrując według wartości PageRank, czy katalog jest darmowy, czy też wymaga linku zwrotnego. Przydatne wydają się być także przyciski do wstawiania wybranych wartości, jeśli autouzupełnianie zawiedzie. Korzystałem z tego, choć problem z autouzupełnianiem zdarzył się dosłownie raz, to mogłem tym przyciskiem wymusić wygenerowanie na przykład innego opisu.
Należy też wspomnieć o takich dodatkach z których nie korzystałem, np. autowysyłanie, które wydaje się być ciekawą funkcją, oraz funkcja do sprawdzania pozycji słów kluczowych, czy też generowanie raportu dodawania do katalogów.
Wad nie ma wiele, ale niektóre są lekko irytujące. Podstawową, która najbardziej dała mi w kość, jest fakt, że po jakimś czasie korzystania program zamulał, a w pewnym momencie wieszał się. Rozwiązanie tego problemu opisane jest w FAQ na stronie producenta. Jednak w moim wypadku nie mogłem go zastosować, bo nie pojawiał mi się wspomniany przycisk do odwieszania. Kontakt z supportem nawet chwilowo pomógł, proponowana reinstalacja najnowszej wersji jednak uświadomiła mi kolejny minus SemiAddera, brak prostej możliwości exportu konfiguracji, czy też listy katalogów z których już skorzystałem. Więc po reinstalacji konfigurowanie i dodawanie czas zacząć od początku. Wtedy też uprzytomniłem sobie, że brakuje trochę lepiej rozwiązanego mechanizmu z synonimami. Oczywiście proponowane rozwiązanie jest lepsze niż żadne, ale wyszukiwanie synonimów w oddzielnej zakładce, zapamiętywanie i wpisywanie z powrotem w innej zakładce do opisu, wydało się być trochę uciążliwe. Program po pewnym czasie znowu zaczął zamulać i skończyłem jego testowanie.
Support, FAQ i materiały szkoleniowe
Trzeba powiedzieć, że support oczywiście jest. W czasie naszych kontaktów nie było pytania, na które nie znali by odpowiedzi, mankamentem jednak pozostał czas odpowiedzi. Często osoby korzystające z tego typu aplikacji chcą dostawać odpowiedzi od razu, w ciągu 2-3h a nie po 24h. Jednak czas pracy supportu „pn. – pt. 10:00 – 14:00″, może wyjaśniać, czemu średnio czekałem na odpowiedź właśnie 24h, Nie jest to na szczęście wielki problem, bo same materiały na stronie często wystarczą do rozwiązania problemu. Materiał szkoleniowy czy też FAQ ze strony internetowej SemiAddera, tak jak wspominałem, na sam początek wystarcza, a później w razie potrzeby kilka pytań do supportu (np. w moim wypadku o export bazy) wystarczy, aby normalnie korzystać z aplikacji.
Cena i licencja
Program kosztuje 99zł, a licencja dotyczy instalacji w jednej kopii, na jednym stanowisku komputerowym. Licencja obejmuje bezpłatne aktualizacje.
Podsumowanie
SemiAdder spodobał mi się, ale ciężko mi go porównać z innymi aplikacjami. Wkrótce pojawią się recenzję pozostałych dwóch produktów i wtedy będę miał skalę porównawczą. Na bank SemiAdder nie wymaga świetnej znajomości sztuki pozycjonowania, ani tajników informatyki do jego obsługi, ale też nie powalił mnie na kolana. Ułatwia katalogowanie i z odrobiną cierpliwości na pewno można dokonać wiele.
|
Wpisane w kategorii: ( eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 8 października, 2010
Co to jest ten współczynnik mglistości Gunninga i z czym to się je? Czy ma to sens w naszych realiach?
Współczynnik Mglistości Gunninga (Gunning Fog Index) jest współczynnikiem mówiącym o tym, czy dany tekst jest trudny, czy też będzie bez większych problemów zrozumiany. Jest to współczynnik często używany przez amerykańskich redaktorów, czy też twórców reklamy, do sprawdzenia, czy ich tekst dotrze do mas. Zliczamy ilość zdań, słów, oraz trudnych słów.
Policz średnią liczbę słów na zdanie.
SwZ = liczba słów w tekście / liczba zdań w tekście
Policz ilość słów „trudnych” (o których zaraz napiszemy)
ST = ilość trudnych słów / SwZ
Zsumuj SwZ i STi pomnóż to przez 0,4.
Wskaźnik Mglistości Gunninga = 0,4 x (ST + SwZ)
Współczynnik ma mówić ile lat edukacji potrzebuje czytelnik, żeby zrozumieć nasz tekst. Jak to się ma do rożnych systemów edukacji w Polsce, Wielkiej Brytanii czy USA? Nie wiem, trzeba by było zrobić badania, a póki co założyć, że jest OK. Tak więc:
| Współczynnik |
Treści
|
| 6 |
Programy telewizyjne, Biblia, Mark Twain |
| 8 – 10 |
Większość popularnych opowiadań |
| 10 |
Newsweek |
| 15 – 20 |
Materiały akademickie |
| 20 |
Dokumenty rządowe, urzędowy bełkot |
| Ponad 30 |
Rząd coś ukrywa :) |
Dla potrzeb redaktorów anglojęzycznych Współczynnik Mglistości Roberta Gunninga jako słowa trudne kwalifikuje te, które mają powyżej 3 sylab. W języku polskim test taki wykazuje średnio wartość współczynnika 18, 20. Dyskfalifikowałoby to większość tekstów. A dlaczego? Bo u nas wiele słów, wcale nie specjalnie trudnych, ma 3 lub więcej sylab. Niektóre polskie źródła mówią, że dla naszych warunków, jako słowa trudne zliczamy te, które mają 4 lub więcej sylab. Jest to normalne przekształcenie teorii, czy już jej naginanie? Czy dla naszych potrzeb możemy zgodzić się na to?
Czy zmieniamy wzory i teorie, jeśli nie podobają nam się wyniki, tłumacząc to, że tym razem są inne warunki? Czy nie podważa to wtedy prawidłowości wzoru?
Jedno jest pewne, słowa z 3 sylabami w języku polskim wcale nie są z założenia trudne. Powiedziałbym, że te z 4 też niekoniecznie, ale moglibyśmy przyjąć tak jak podają polskie źródła. Wtedy nawet polskie tłumaczenia tekstów mają podobne współczynniki, co ich angielskie odpowiedniki.
Do poczytania na: Tekst w Internecie lub http://juicystudio.com/services/readability.php
|
Wpisane w kategorii: ( eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 15 września, 2010
Wysyłasz dużo podobnych maili? W tej samej sprawie? Odpowiadasz ludziom w kółko i na okrągło na te same pytania? A może myślisz o poprowadzeniu kursu e-mailowego?
Co to jest ten autoresponder i wielokrotny autoresponder?
Cytując za Wikipedią: Autoresponder – program lub opcja w programie służąca do automatycznego odpowiadania rozmówcy – przy próbie kontaktu wysyła jako odpowiedź wiadomość o z góry ustalonej treści (…)
Przy pomocy wielokrotnego autorespondera pocztowego można w kolejnych odpowiedziach na jeden otrzymany e-mail przesyłać zainteresowanej osobie treść kolejnych odcinków jakiegoś kursu. Jednokrotny autoresponder może wysyłać w odpowiedzi na maile aktualną wersję jakiegoś pliku (np. oferty, cennika, itp.).
W chwili obecnej autoresponder to już nie tylko skrypt wysyłający wiadomości, ale system obsługujący klientów. Można za jego pomocą przeprowadzać ankiety, segregować kontakty w zależności od wybranych klientów oraz tworzyć i przetwarzać statystyki.
OK, ale czy nie lepiej niektórych maili wysyłać ręcznie? Oczywiście, że tak, niektóre… Ale są takie wiadomości, w których nie tylko okaże się on przydatny, co niezbędny do prowadzenia bloga, czy e-biznesu.
Autoresponder
Gdy ktoś Ci wyśle maila, wypada na niego odpowiedzieć. Gdy ktoś wykona akcję, wypada mu za nią podziękować. Fajnie jest pisać. A co jeśli jesteś na urlopie? A co jeśli to jest mail z rodzaju tych „co i gdzie mam kliknąć żeby…” i nie jest to pierwszy taki mail w tym tygodniu. Na pewno mamy mało użyteczną stronę, skoro goście trafiają na ten sam problem. Trzeba to naprawić, ale póki co, należy odpowiedzieć na maila, jak należy rozwiązać problem. Takie autorespondery są dostępne w wielu usługach pocztowych, zarówno darmowych, z ograniczoną ilością odpowiedzi, jak i płatnych.
Autoresponder można użyć do:
- poinformowania o urlopie i zapewnienia, że odpowiemy tak szybko jak się da
- odpowiedzi na typowy problem, zawierając odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania
- podziękowania za akcję, np. zakupy, czy rejestrację w serwisie
- robienie badań e-mailowych (opisane w książce Piotra Majewskiego „Czas Na E-Biznes”
Wielokrotny autoresponder
Przydatny przy prowadzeniu newslettera opartego o informacje bez daty ważności, które jednemu subskrybentowi wysyłasz dziś, innemu te same za miesiąc. E-mailowe FAQ, czy kursy. Osobiście używam autorskiego wielokrotnego autorespondera, z resztą tak jak i CMSa i systemu bloga. Jeśli sam jestem w stanie coś takiego zrobić i mieć przy tym zabawę, to po co płacić komuś obcemu? Są jednak na rynku zarówno płatne, jak i darmowe, ale ograniczone usługi.
Wielokrotny autoresponder można użyć do:
- wysyłki kursów e-mailowych
- wysyłki materiałów pomocniczych dla nowych użytkowników
- obsługa sklepu internetowego, np. przypomnienie o zapłacie, prośba o opinię nt. sklepu, po dokonaniu zakupów, przypomnienie o stałych promocjach
- zwielokrotnienie sprzedaży, np. sprzedaż komplementarna, cross-selling
Pamiętaj, że wysyłka jakichkolwiek nie zamówionych to spam. Wysyłaj zawsze swój mailing do osób, które wyraziły na to zgodę. Najlepszą metodą jest double-opt-in, czyli potwierdzanie zapoznania się z Polityką Prywatności serwisu poprzez zaznaczenie odpowiedniej opcji podczas rejestracji i potwierdzenie swojej subskrypcji przez kliknięcie linku aktywacyjnego, wysłanego na e-mail podany przy rejestracji.
Mój prywatny przykład kursu e-mailowego opartego na wielokrotnym autoresponderze:
http://darmowy-kurs-pozycjonowania.pogrudka.com/
Więc może jednak warto przyjrzeć się wielokrotnym autoresponderom, aby zwiększyć sprzedaż sklepu, czy tez ilość odwiedzin naszego bloga?
|
Wpisane w kategorii: ( Pozycjonowanie) przez: Michał Pogrudka dnia: 18 lutego, 2010
Narzędzia dla webmasterów Google, to przydatne narzędzie, w którym szybko można sprawdzić wiele interesujących nas rzeczy, dotyczących indeksacji i pozycji w Google.
W tym artykule na tapetę wezmę narzędzie dostępne tutaj:
http://www.google.com/webmasters/sitemaps/?hl=pl. Nie będzie to artykuł w którym będzie można znaleźć wszystko od A do Z, nie zastąpi on na pewno forum webmasterów Google, ale na pewno zaoszczędzi nam, a także ludziom odpowiadającym na pytania na w/w forum, trochę czasu i nerwów, jeśli pytanie okaże się zbyt proste i wystarczyło poszperać w necie zanim się zadało pytanie. A artykule zamierzam zawrzeć co ciekawsze funkcje, te które przydają się zawsze i od ręki coś nam powiedzą.
Krótko
Jest to przydatne narzędzie, jeżeli jesteśmy właścicielem strony i chcemy sprawdzić jak widzi nas Google, lub jak też sama nazwa wskazuje dla webmasterów, którzy chcą sprawdzić efekty swojej pracy, niekoniecznie na chybił trafił wpisując frazy w wyszukiwarce.
Najważniejsze początki
Na początek po zalogowaniu pojawia nam się ekran z wyborem domen, które możemy obserwować. Jeśli żadnej nie mamy, należy ją dodać, „Dodaj witrynę”, wtedy pojawi się narzędzdzie weryfikacyjne. Rzecz jasna, nie pozwolą nam oglądać nie swojej strony i trzeba udowodnić, że ma się do niej prawo, poprzez wrzucenie pliczku wygenerowanego przez Google na swój serwer do katalogu głównego domeny, bądź też przez wklejenie do kodu źródłowego odpowiedniego metatagu.
Jak tylko zweryfkujemy stronę, możemy wejść w raporty o niej. Na początku będzie pusto, gdyż Googlebot musi strone znaleźć, poszukać informacji o niej, ale jak tylko to nastąpi, na stronie głównej pojawi się informacja o indeksacji strony w Google. Pojawi się info o „Zapytania najczęściej powodujące wyszukanie”, „Błędy indeksowania” czy „Słowa kluczowe” i szczerze one wystarczą by dowiedzieć się o stronie znacznie więcej, niż byśmy mieli pozostawić jedynie przypuszczeniom.
Każda z tych funkcji ma wiele informacji bez potrzeby ich poszerzania, takie jak pod którą można znaleźć witrynę, czy też pozycja w Google. Jednak po rozwinięciu każdej z nich można poczytać szczegóły.
Zapytania najczęściej powodujące wyszkukanie
Bez tej funkcji nie miało by większego sensu. Szczerze to dla niej zainteresowałem się tym tematem, zanim jeszcze zacząłem korzystać z „Google Analitics” (który w zasadzie pokazuje tylko akcje wejścia z google po danej frazie, ale o tym w przyszłości). Po lewej stronie frazy wyszukiwane, ale internaci nie klikali, po prawej wyszukane i kliknięte (to właśnie się pojawia w GA, choć często dane się od siebie i bardziej ufam Analitics). Widzimy procentowy udział w wyszukaniach naszej witryny, słowo lub fraza kluczowa oraz pozycja (często różnicąca się odrobinę od tej rzeczywistej).
Inn przydatne funkcje
Przydatne napewno jest zgłaszanie mapy witryny „Konfiguracja witryny – Mapy witryn” i klikamy w „Zgłoś mapę witryny”, dzięki mapie Googlebot będzie wiedział, jakie podstrony zgłaszamy i które są dla nas wazniejsze. Możesz się dowiedzieć czy mapa witryny jest prawidłowa, jak również sprawdzić poprawnosć robots.txt.
Funkcja „Konfiguracja witry – Ustawienia” może służyć do ustawienia preferowanego adresu, z www lub bez niego (można to uzyskać również w sposób opisany w artykule „Adres z WWW lub bez WWW”.
Witrynę również można pobrać jako Googlebot, czy też zweryfikować pod względem wydajności, a wszystko to w zakładce „Laboratorium”.
To (nie) jest koniec
Jak już wspomniałem, dla mnie najważniejszą i swojego czasu rewolucyjną funkcją było„Zapytania najczęściej powodujące wyszukanie”, co wczesniej musiałem się domyślać, lub sprawdzać namacalnie. Może wszyscy już to znają, ale znajdzie się choć jedna osoba, dla której to będzie nowinka? To jest tylko krótkie podsumowanie podstawowych funkcji tego narzędzia, mające na celu zainteresować Was tematem i przekonaniem, że nie taki WebmasterTool straszny :)
|
|
|