pozycjonowanie,google,social

Reklama

Archiwum dla kategorii: ‘eCommerce’

Wpisane w kategorii: (eCommerce, Pozycjonowanie, Webdesign) przez: Michał Pogrudka dnia: 13 listopada, 2011

Od niedawna można zakładać strony firmom, markom, blogom… na Google+. Na którym wcześniej coś takiego było nie do pomyślenia, wymagane imię i nazwisko przy rejestracji, konta tylko dla osób fizycznych, jednak widać coś się zmieniło.

Czy istnienie takiej strony będzie miało jakiś wpływ na SEO? Czy skoro Google teraz ma bardziej doceniać strony wartościowe, będzie tą wartość szacować też przez pryzmat posiadania przez stronę profilu na G+? Skoro dla lokalnych wyników na danym komputerze ważna jest ilość odwiedzin danego użytkownika, to czy dla osób które obserwują dany profil, taka strona pojawi się wyżej w SERPach? Czas pokaże jaka jest odpowiedź na te i inne pytania.

Oto profil mojego bloga na Google+, zapraszam do dodania do kręgów:

https://plus.google.com/117939781145678465908?prsrc=3

Lub możesz kliknąć w ikonkę G+ w prawym menu bloga.

Ciekawe jak się rozkręcą takie strony G+, czy będą równie popularne co fanpage na FaceBooku? Czy firmy, blogi, marki, będą obecne zarówno tu i tu, czy wybiorą sobie swoją platformę społecznościową?

Okaże się z czasem.



Wpisane w kategorii: (eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 27 września, 2011

Piszesz teksty reklamowe? Może czasami łączyć swoje pozycjonowanie z SEO-copywritingiem, przeczytaj tą krótką notkę, to jest DLA CIEBIE. Nie mogłem się powstrzymać :) Staram się trzymać profil bloga jako blog pozycjonowanie, ale naleciałości z poprzedniego „życia” mojego bloga dają się we znaki.

Otóż wydawnictwo ZłoteMyśli sprzedające eBooki, postanowiło przygotować nie lada niespodziankę, rozdają eBook za darmo, wejdź na poniższy link.

Tego nie kupisz, „Scientific Advertising. 21 legendarnych zasad pisania tekstów reklamowych”:
http://www.michal.pogrudka.com/ebook_hopkins.htm

Ściągnij za darmo.
Zostało jeszcze pięć dni…

 

 



Wpisane w kategorii: (eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 25 marca, 2011

Ostatnimi czasy obserwuję wysyp videotutoriali, jak zrobić to, jak zrobić tamto, mam na imie Zenek i prowadzę firmę Zenek Consultants Society… Mam nieodparte wrażenie, że słowo pisane w necie ma coraz mniejszą popularność.

W wypadku jak film taki dotyczy instrukcji obsługi jakiegoś programu komputerowego, jest to instruktaż jak zawiązać krawat, czy kulinarne video, jak zrobić sushi, to wszystko fajnie. Często łatwiej pokazać, niż pisać instrukcję obsługi. Ale często w takich video tutorialach jest to Pan siedzący w fotelu, opowiadający jakieś teorie… przecież to można napisać.

Nie lubię tego po prostu :-) Jestem zwolennikiem eBooków, audioBooków. Nie mam po prostu czasu na gapienie się w monitor. Czytam często maile, w których autorzy poruszają jakiś ciekawy temat i nawet klikam w link, żeby dowiedzieć się więcej, a kiedy moim oczom ukazuje się skrypt video, współczynnik odrzuceń danej landing page wzrasta. Przyznaję, że są autorzy, których lubię czytać i słuchać, więc czasem nie wyłączę takiego filmiku, choćby dla samego słuchania, gdy w tym samym czasie robię coś, dzięki czemu nie mam wrażenia utraty czasu. To czemu nie dać po prostu audio tutoriala w postaci MP3?

Osobiście wolę poczytać na smartfonie stojąc w kolejce na poczcie, wydrukować, poczytać w podróży, dać oczom odpocząć od monitora. Lubię wrzucić na słuchawki i posłuchać w międzyczasie. Oczywiście video też można słuchać, szczególnie, że filmy te nie mają wizualnych walorów, a nie trzeba też na nie patrzeć, by zrozumieć ich treść. W przeważającej większości obraz nie wnosi nic do zawartości merytorycznej. A przecież można by było wrzucać MP3 do ściągnięcia :)

A teraz gorzka prawda. Często są to nagrania wrzucone na net w takim stanie „jak są”, jakby grane na żywo, bez montażu, z kiepsko spoziomowanym dźwiękiem. W wyniku czego częste zająknięcia, „mmm”, czy „yyy” przysparzają mnie o nieodparte odczucie bycia olanym. Zamiast napisać, zredagować, przeczytać samemu, poprawić i wrzucić tekst do Internetu, autor takiego poradnika woli nagrać wideo, raz, bez powtórek, może nawet bez większego przygotowania.

Czy produkty informacyjne w postaci video mają swoją przyszłość? Czy będę się powoli przyzwyczajał, czy wciąż wybierał głównie słowo pisane, na zmianę z dobrze nagranymi audioBookami? A jakie Wy macie do tego podejście?



Wpisane w kategorii: (eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 26 stycznia, 2011

Na którymś blogu niedawno przeczytałem, że dropshipping nie jest modelem prawdziwej sprzedaży. Nie ma całej logistyki, zamawiania produktów, polityki cenowej, pełnego marketingu, stanów magazynowych, czy choćby samej czynności pakowania i wysyłania paczek. Nie ma tej magii sklepu w okresie dużej ilości zamówień, którą mają szansę samemu na sobie odczuwać właściciele sklepów internetowych modelu tradycyjnego. Ktoś pokwapił się nawet o stwierdzenie, że dropshipping to nic innego jak program partnerski, dla osób, które nie chcą się za bardzo angażować w swój interes.

Cytując za Wikipedią „Dropshipping - model logistyczny sprzedaży przez internet polegający na przeniesieniu procesu wysyłki towaru na dostawcę. Rola sklepu internetowego w tym modelu logistycznym sprowadza się do zbierania zamówień i przesyłanie ich do dostawcy, który realizuje wysyłkę towaru do klienta”, dzięki temu modelowi można ograniczyć koszty, zrezygnować z magazynu, z procedury wysyłki czy zwrotów.

O programach partnerskich pisałem w jednym ze starszych postów, chyba nie muszę pisać na czym to wszystko polega :) Link: Programy Partnerskie

Nie zgadzam się z tym co parafrazowałęm we wstępie posta. Dropshipping to taki sam model sprzedaży jak każdy inny. Jeśli ktoś nie chce się mieszać w politykę cenową, ganiać na pocztę z paczkami, zamawiać kuriera, a mimo to jego sklep prosperuje, nie można mu powiedzieć „Masz gorszy sklep, bo mniej magiczny!” A jeśli komuś nie przeszkadza brak tej magii?

Jaka jest zasadnicza różnica? Zakładając, że mamy ten sam asortyment, taką samą marżę, ten sam sposób rozliczania z hurtownią i nie chcemy wpływać na politykę cenową i promocje… inny pozostaje chyba sposób finalizacji zakupów i Twój branding.

Przy dropshippingu zamówienie wizualnie składane jest w Twoim serwisie, do hurtowni idzie tylko informacja, że Twój klient złożył zamówienie, a ten natomiast przekonany jest, że robi zakupy u Ciebie, paczkę dostaje od obcego nadawcy, ale z reguły jeśli o tym uprzedzisz, klientowi to nie przeszkadza, tak czy siak budujesz markę. W programie partnerskim wizualnie klient składa zamówienie w sklepie, a nie w Twoim serwisie, Ty prowadzisz tylko przedsprzedaż. Trudniej w ten sposób o budowę marki, bo przecież w końcu nie Ty sprzedajesz.

Oczywiście można mieć swoje konto w sklepie partnerskim, robić zamówienia i każdorazowo zmieniać adres dostawy, jak tylko klient zamówiłby coś u Ciebie. Wiązałoby się to jednak z odpowiednim informowaniem klientów, że właśnie tak robisz, a samemu musiałbyś obsługiwać zamówienia, trudniej tu o automatykę. Klienci mogliby rezygnować, obsuwy czasowe, a do tego te promocje, rabaty, jaką klient ma pewność, że korzysta ze 100% przysługujących obniżek? Natomiast punkty lojalnościowe idą już tylko na jedno konto, Twoje.

W takim razie lepiej wybrać dropshipping? Na to wygląda. Jednak wiąże się on z założeniem działalności gospodarczej, prowadzenia księgowości… jeśli ktoś jest na to gotowy, lub ma swoją firmę i chce dołączyć do swojej działalności sklep internetowy, to nie widzę nic na przeszkodzie. Programy partnerskie natomiast mogą być dobre na początek, aby sprawdzić rynek, a zarazem samego siebie, przed wejściem na głębokie wody. W przypadku powodzenia zostają nam nasi klienci, którym pewnego dnia możemy powiedzieć „Od jutra nasz serwis będzie sklepem, to my będziemy ustalać rabaty, ceny, sprowadzać i wysyłać produkty. Więc przy okazji teraz dla Was wszystkich stałych klientów od dziś na zawsze rabat 5%”.

Jak to działa w praktyce? Trudno powiedzieć. Widziałem kilka serwisów, jeden np. wydawał się być sklepem, a linkował do Złotych Myśli. Widziałem też taki sklep z odzieżą, linkujący do jakiegoś programu partnerskiego. Ale jest to niemierzalne, trudno oszacować. Wiem natomiast, że osobiście ruszam z projektem http://www.cudna-bielizna.pl/ na który serdecznie zapraszam, po pewnym czasie okaże się, czy taki model serwisu potrafi zarabiać na siebie i prawdopodobnie napiszę o tym kilka słów. Przypominam też o istniejacym projekciehttp://ebooki.bsoc.eu/ który działa już z pełną parą. Teraz na moim miejscu każdy właściciel takiego sklepu napisałby „Wejdź i kup coś, mamy najlepszy asortyment!”, ale ja tego nie powiem. Wręcz odwrotnie, powiem żebyś nie kupował, dopóki się nie upewnisz, że przekonałem Cię tymi serwisami do zakupu. Jak już będziesz miał całkowitą pewność, że chcesz komuś sprawić Walentynkowy prezent, kliknij i kup cudną bieliznę.

Macie inne takie sklepy, serwisy na oku? Piszcie.



Wpisane w kategorii: (eCommerce, Webdesign) przez: Michał Pogrudka dnia: 28 listopada, 2010

Instalujesz sobie sklep, już wiesz co chcesz sprzedawać, komu, wiesz jak przeprowadzisz akcje marketingowe. Tylko wciąż nie wiesz jakie oprogramowanie wybrać.

Podobny temat już był, w tym jednak nie pomogę Ci w wyborze platformy, czy też firmy, która zrobi dla Ciebie sklep „szyty na miarę” z autorskich skryptów. Postaram się przedstawić nietypowe sklepy, w których niekoniecznie sprawdzi się standardowe oprogramowanie. A być może będziesz chciał sprzedawać właśnie tak, to po co Ci wtedy standardowe rozwiązanie, dla niestandardowego sklepu?

Pisząc tutaj „sklep”, niekoniecznie mam na myśli stronę z kilkoma kategoriami, logowaniem, wyszukiwarką, przyciskiem „do koszyka”. To równie dobrze może być strona ofertowa z czterema, trzema… czy nawet jednym produktem, w końcu mówimy o nietypowych sklepach.

Wyobraź sobie, że udało Ci się zdobyć kontrakt, podpisać umowę z dystrybutorem, czy producentem elektroniki na dostawę produktu na wyłączność przez jakiś okres. Producent ma oczywiście inne produkty, starsze, z innej półki, ale to właśnie ten jest wielce pożądany, to ten masz tylko Ty i w dodatku masz dużą marżę. Oczywiście możesz mieć w swojej ofercie wszystko i prezentować w standardowym sklepie, promując szczególnie wspomniany wyżej produkt. Ale jeśli nie chcesz się rozdrabniać, nie chcesz rozpraszać klienta, pomyśl o niestandardowej stronie sprzedażowej.

Może jesteś ekspertem w swojej branży, napisałeś eBooka? Chcesz go wydać i sprzedawać. Na dodatek robisz szkolenia w tym temacie? Po co robić pełny sklep, z dziesiątkami produktów? Sprzedawaj swojego eBooka na pojedynczej stronie z ofertą i na dodatek proponuj szkolenie w tym temacie. Do tego nie potrzebujesz standardowego sklepu, wręcz potrzebujesz coś nietypowego! Stwórz mini stronę ofertową swojego produktu, jednocześnie możesz korzystać z metod odsprzedaży cross-selling czy up-selling.

Tutaj możemy dyskutować nad sensem sprzedaży pojedynczego produktu, zamiast całej jego gamy, ale nie róbmy tego przy tym artykule, zakładam, że chcąc założyć sklep, masz przygotowany model marketingowy, wiesz co chcesz sprzedawać, komu, za ile, w jaki sposób. Oczywiście możesz być jak inne sklepy, z tym samym asortymentem, konkurując coraz to niższą ceną, posiadając typowy sklep. Nie chcę Cię namawiać na zmianę polityki firmy, przedmiotem tego artykułu są nietypowe sklepy, a nie chęć ich wdrażania każdemu na każdy produkt.

Dobrym przykładem takiego sklepu jest pewien producent elektroniki, który oprócz strony firmowej, oprócz sklepu firmowego, ma także strony produktowe, na których promuje wybrany produkt i wówczas przy jego zakupie, przy okazji promuje inne korzystając z metody cross-selling czy up-selling.

Znając odrobinę HTML i PHP, sam możesz taką mini stronę zrobić. Od zera, lub przerabiając stronę-wizytówkę firmy, bloga. Możesz zlecić firmie zewnętrznej, która taki projekt wykona taniej i szybciej niż projekt standardowego sklepu.

Jakie są podstawowe zalety takiego rozwiązania:

  • sklep dedykowany pod Twój produkt
  • nie rozpraszasz klienta, albo kupi to co chcesz, albo nie – nie będzie się zastanawiał czy kupić inny produkt, czytał wszystkich opisów, porównywał, w końcu by zamknął stronę i być może o niej zapomniał

Inne nietypowe sklepy, to przykładowo taki jak http://ebooki.bsoc.eu/ – póki co raczkujący sklep z eBookami, różnych wydawnictw. Każdorazowo po kliknięciu „Kup teraz” klient przenoszony jest do systemu transakcyjnego wydawnictwa. Proste zastosowanie w programach partnerskich, nie do wykonania na standardowym oprogramowaniu sklepu.

Czy potrzebujesz więc sklepu „z pudełka” za 2000zł? Czy potrzebujesz pracy firmy tworzącej sklepy, aby dostać swój jedyny niepowtarzalny sklep postawiony na skryptach autorskich? Niekoniecznie. Stronę ofertową możesz postawić na zmodyfikowanym silniku swojego bloga, czy wizytówki firmowej, dodając do opisu produktu przycisk „kupuję”, odsyłający zamówienie na Twojego maila.



Wpisane w kategorii: (eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 8 października, 2010

Co to jest ten współczynnik mglistości Gunninga i z czym to się je? Czy ma to sens w naszych realiach?

Współczynnik Mglistości Gunninga (Gunning Fog Index) jest współczynnikiem mówiącym o tym, czy dany tekst jest trudny, czy też będzie bez większych problemów zrozumiany. Jest to współczynnik często używany przez amerykańskich redaktorów, czy też twórców reklamy, do sprawdzenia, czy ich tekst dotrze do mas. Zliczamy ilość zdań, słów, oraz trudnych słów.

Policz średnią liczbę słów na zdanie.
SwZ = liczba słów w tekście / liczba zdań w tekście

Policz ilość słów „trudnych” (o których zaraz napiszemy)
ST = ilość trudnych słów / SwZ

Zsumuj SwZ i STi pomnóż to przez 0,4.
Wskaźnik Mglistości Gunninga = 0,4 x (ST + SwZ)
Współczynnik ma mówić ile lat edukacji potrzebuje czytelnik, żeby zrozumieć nasz tekst. Jak to się ma do rożnych systemów edukacji w Polsce, Wielkiej Brytanii czy USA? Nie wiem, trzeba by było zrobić badania, a póki co założyć, że jest OK. Tak więc:

Współczynnik

Treści

6 Programy telewizyjne, Biblia, Mark Twain
8 – 10 Większość popularnych opowiadań
10 Newsweek
15 – 20 Materiały akademickie
20 Dokumenty rządowe, urzędowy bełkot
Ponad 30 Rząd coś ukrywa :)

Dla potrzeb redaktorów anglojęzycznych Współczynnik Mglistości Roberta Gunninga jako słowa trudne kwalifikuje te, które mają powyżej 3 sylab. W języku polskim test taki wykazuje średnio wartość współczynnika 18, 20. Dyskfalifikowałoby to większość tekstów. A dlaczego? Bo u nas wiele słów, wcale nie specjalnie trudnych, ma 3 lub więcej sylab. Niektóre polskie źródła mówią, że dla naszych warunków, jako słowa trudne zliczamy te, które mają 4 lub więcej sylab. Jest to normalne przekształcenie teorii, czy już jej naginanie? Czy dla naszych potrzeb możemy zgodzić się na to?

Czy zmieniamy wzory i teorie, jeśli nie podobają nam się wyniki, tłumacząc to, że tym razem są inne warunki? Czy nie podważa to wtedy prawidłowości wzoru?

Jedno jest pewne, słowa z 3 sylabami w języku polskim wcale nie są z założenia trudne. Powiedziałbym, że te z 4 też niekoniecznie, ale moglibyśmy przyjąć tak jak podają polskie źródła. Wtedy nawet polskie tłumaczenia tekstów mają podobne współczynniki, co ich angielskie odpowiedniki.

Do poczytania na: Tekst w Internecie lub http://juicystudio.com/services/readability.php



Wpisane w kategorii: (eCommerce, Pozycjonowanie, Webdesign) przez: Michał Pogrudka dnia: 27 września, 2010

Masz bloga? Stronę? Może sklep internetowy? Zależy Ci na większej ilości odwiedzin, które być może przemienią się w nowych użytkowników, czy też sprzedane produkty? Poczytaj jak wyglądał mój miesięczny eksperyment.

Jak powiększyć liczbę odwiedzin na swojej stronie? Wiadomo, linki, ogłoszenia, dużo nowych postów etc. Niektórzy pokwapią się na reklamę swojej strony, ale mimo wszystko nie o same odwiedziny tu chodzi, tylko o ilość osób które przekonamy do swojej strony. Spadający współczynnik odrzuceń, nowe rejestracje… Zrobiłem eksperyment, w okresie 25.07-24.08 i 25.08-24.09 wykonywałem te same akcje, pisałem tyle samo artykułów i tak samo linkowałem na Blipie i Facebooku, skupiając się na kilku aspektach, które niżej opisze. Efekt przerósł moje oczekiwania.

Zadbaj o treści, blablabla
Oklepany frazes. Ale nie mógłbym tego nie napisać. Jeśli Twoja strona nie przyciągnie nikogo merytorycznie, to choćby wielka kampania reklamowa jej nie pomoże, jeśli człowiek wchodząc na stronę widzi, że nie masz mu nic do zaoferowania.

Reklamuj się gdzie możesz
Nie reklamujesz się komercyjnie? To linkuj do postów na Facebooku, na Blipie i innych serwisach społecznościowych.  Masz komunikator, ustaw w opisie link do najnowszego posta, czy produktu. W swoich e-mailach podawaj link w stopce. Zlecasz komercyjne reklamy? Teoretycznie generujesz już jakiś ruch, ale jest on niewystarczający? Testuj swoje reklamy, sprawdź, czy są dobrze targetowane, czy ludzie klikający w nie, nie dostali kilku groszy tylko po to, żeby być na stronie przez 30 sekund i z niej wyjść.

Wyszukiwarki
Pierwsze miejsce w Google, pierwsza strona na wybrane frazy, to jest teraz priorytet. Nie pozycjonujmy tylko nazwy bloga (chociaż tak jak pisałem w darmowym kursie pozycjonowania, to też jest ważne), nie tylko główne frazy, ale skupmy się na pozycjonowaniu szerokim i pozycjonujmy. Google zaczęło znajdować mojego bloga na frazy „Jak założyć sklep internetowy”, czy „Jak pozycjonować”, „Darmowy kurs pozycjonowania”. Tylko na pierwszy rzut oka są to frazy mało sensowne i pewnie przy zlecaniu pozycjonowania nikt by o nich nawet nie pomyślał. Ale internauta szukający w Google informacji na temat zakładania sklepów nie wpisując „sklepy internetowe” tylko właśnie „jak założyć sklep internetowy”, o pozycjonowaniu zdanie „jak pozycjonować” może być bardziej sensowym wyborem niż „pozycjonowanie”, gdyż tą drugą frazę może szukać człowiek szukający informacji co to jest pozycjonowanie, chcący zlecić komuś pozycjonowanie… człowiek szukający informacje jak pozycjonować stronę prawdopodobnie wpisze „jak pozycjonować stronę”.

Inna strona główna dla nowych użytkowników
Pomysł zaczerpnięty z e-booka Piotra Majewskiego „Czas na E-Biznes”, nie będę opisywał wszystkiego co i jak, warto przeczytać tą książkę i choćby z tego powodu nie wyjawię jej tajemnicy. Mówiąc krótko, uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że czasem warto pomyśleć nad inną stroną startową dla nowych użytkowników, co zrobiłem na swoim blogu na początku eksperymentu.

A po co to wszystko?
Zastanawiające jest to, czy jest sens odpowiadać na to pytanie. Wiadomo, więcej odwiedzin, to więcej internautów do których dotarliśmy, więcej rejestracji, to większa lista osób zainteresowanych danym tematem, czerpiących informacje z naszej witryny. Jeśli masz sklep, wiadomo, że każde odwiedziny, które nie zakończą się odrzuceniem witryny, mogą procentować sprzedażą. A patrząc z najbardziej przyziemnego punktu widzenia, im większa ilość odwiedzin, tym większy potencjalny zarobek na reklamach CPM, zapraszam do programu CPMProfit, zarabiasz na wyświetlaniu reklam, a nie na tym, że ktoś w nie klika.

Wyniki i subiektywne spojrzenie
Oczywiście wszystko co tutaj opisałem, to tylko moje subiektywne spojrzenie na ten temat. Ale od czasu kiedy Google znajduje mojego bloga na wyżej wymienione frazy, spadł współczynnik odrzuceń z 62,73% do 53,17%, co nadal nie jest zadowalajace, ale jest dobrym początkiem. Wzrosła ilość rejestracji, a czas spędzony na witrynie jest o ok. 25% dłuższy. Nie mówiąc już od odwiedzinach i odsłonach, których jest znacznie więcej w stosunku do ubiegłego miesiąca (62% przyrostu!). Faktycznie spadła ilość unikalnych użytkowników, ale być może Ci, których mój blog nie interesuje przestali się na nim pojawiać, a pozostali generują powyższe statystyki.
Bardzo możliwe, że wpłynęły na to inne czynniki zewnętrzne, skończyły się wakacje, zaczęła szkoła, brzydka pogoda… ale póki co trzymajmy się opisanej wersji :)



Wpisane w kategorii: (eCommerce) przez: Michał Pogrudka dnia: 15 września, 2010

Wysyłasz dużo podobnych maili? W tej samej sprawie? Odpowiadasz ludziom w kółko i na okrągło na te same pytania? A może myślisz o poprowadzeniu kursu e-mailowego?

Co to jest ten autoresponder i wielokrotny autoresponder?

Cytując za  Wikipedią: Autoresponder –  program lub opcja w programie służąca do automatycznego odpowiadania rozmówcy – przy próbie kontaktu wysyła jako odpowiedź wiadomość o z góry ustalonej treści (…)
Przy pomocy wielokrotnego autorespondera pocztowego można w kolejnych odpowiedziach na jeden otrzymany e-mail przesyłać zainteresowanej osobie treść kolejnych odcinków jakiegoś kursu. Jednokrotny autoresponder może wysyłać w odpowiedzi na maile aktualną wersję jakiegoś pliku (np. oferty, cennika, itp.).
W chwili obecnej autoresponder to już nie tylko skrypt wysyłający wiadomości, ale system obsługujący klientów. Można za jego pomocą przeprowadzać ankiety, segregować kontakty w zależności od wybranych klientów oraz tworzyć i przetwarzać statystyki.

OK, ale czy nie lepiej niektórych maili wysyłać ręcznie? Oczywiście, że tak, niektóre… Ale są takie wiadomości, w których nie tylko okaże się on przydatny, co niezbędny do prowadzenia bloga, czy e-biznesu.

Autoresponder
Gdy ktoś Ci wyśle maila, wypada na niego odpowiedzieć. Gdy ktoś wykona akcję, wypada mu za nią podziękować. Fajnie jest pisać. A co jeśli jesteś na urlopie? A co jeśli to jest mail z rodzaju tych „co i gdzie mam kliknąć żeby…” i nie jest to pierwszy taki mail w tym tygodniu. Na pewno mamy mało użyteczną stronę, skoro goście trafiają na ten sam problem. Trzeba to naprawić, ale póki co, należy odpowiedzieć na maila, jak należy rozwiązać problem. Takie autorespondery są dostępne w wielu usługach pocztowych, zarówno darmowych, z ograniczoną ilością odpowiedzi, jak i płatnych.

Autoresponder można użyć do:

  • poinformowania o urlopie i zapewnienia, że odpowiemy tak szybko jak się da
  • odpowiedzi na typowy problem, zawierając odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania
  • podziękowania za akcję, np. zakupy, czy rejestrację w serwisie
  • robienie badań e-mailowych (opisane w książce Piotra Majewskiego „Czas Na E-Biznes”

Wielokrotny autoresponder
Przydatny przy prowadzeniu newslettera opartego o informacje bez daty ważności, które jednemu subskrybentowi wysyłasz dziś, innemu te same za miesiąc. E-mailowe FAQ, czy kursy. Osobiście używam autorskiego wielokrotnego autorespondera, z resztą tak jak i CMSa i systemu bloga. Jeśli sam jestem w stanie coś takiego zrobić i mieć przy tym zabawę, to po co płacić komuś obcemu? Są jednak na rynku zarówno płatne, jak i darmowe, ale ograniczone usługi.

Wielokrotny autoresponder można użyć do:

  • wysyłki kursów e-mailowych
  • wysyłki materiałów pomocniczych dla nowych użytkowników
  • obsługa sklepu internetowego, np. przypomnienie o zapłacie, prośba o opinię nt. sklepu, po dokonaniu zakupów, przypomnienie o stałych promocjach
  • zwielokrotnienie sprzedaży, np. sprzedaż komplementarna, cross-selling

Pamiętaj, że wysyłka jakichkolwiek nie zamówionych to spam. Wysyłaj zawsze swój mailing do osób, które wyraziły na to zgodę. Najlepszą metodą jest double-opt-in, czyli potwierdzanie zapoznania się z Polityką Prywatności serwisu poprzez zaznaczenie odpowiedniej opcji podczas rejestracji i potwierdzenie swojej subskrypcji przez kliknięcie linku aktywacyjnego, wysłanego na e-mail podany przy rejestracji.

Mój prywatny przykład kursu e-mailowego opartego na wielokrotnym autoresponderze:
http://darmowy-kurs-pozycjonowania.pogrudka.com/

Więc może jednak warto przyjrzeć się wielokrotnym autoresponderom, aby zwiększyć sprzedaż sklepu, czy tez ilość odwiedzin naszego bloga?



Reklama


Chcesz się tu znaleźć? Sprawdź tutaj.


Switch to our mobile site