pozycjonowanie,klienci,życiowe

Reklama

Archiwum dla miesiąca: Sierpień, 2010

Wpisane w kategorii: (Webdesign) przez: Michał Pogrudka dnia: 30 sierpnia, 2010

Czemu masz nie pomóc znajomemu, skoro robisz coś na co dzień i umiesz to robić dobrze? Czemu nie odezwać się do znajomego, do którego nie odzywaliśmy się lata, żeby zrobił nam mały projekcik, za pół darmo, ale skoro on też na tym coś zyska…

Dobry Wujek
Czy zdarzyło się Wam, że ktoś znajomy się odezwał, żebyście im pomogli w czymś, w czym jesteście dobrzy? Za darmo, za symboliczne piwo, po znajomości? Mi niejednokrotnie. No czemu mam nie pomóc, szczególnie, że to nie bywa trudny projekt, czasem jakaś poprawka na wieczór roboty? Jednak schody zaczynają się, gdy znajomy ten zaczyna kręcić nosem lub wymagać od Ciebie rzeczy, za którą w agencji zapłaciłby swoją miesięczną pensję. A Ty nie masz odwrotu, chciałeś pomóc.

Jeszcze lepszy wujek…
A odwrotna sytuacja? Prosiłeś o coś swojego znajomego, na czym Ci zależało i nawet byłeś gotowy zapłacić, skoro ma ktoś i tak zarobić, to czemu ma to nie być właśnie Twój znajomy? Ten pokręci nosem, powie, że nie ma czasu, że to trudne, że za taki projekt w agencji dostałby jako wolny strzelec jak nic trójkę i trzy zera. Możesz wydać tylko połowę tej kwoty, nie wiedziałeś, że to takie drogie.

Projekt gotowy jest na czas, strona śmiga w necie. Któregoś dnia spotykasz się z przyjaciółmi, chwalisz się stroną, wszyscy ją chwalą i pada pytanie „za ile?”. Odpowiadasz, nie ściemniasz, bo to prestiż, w dodatku zaoszczędziłeś, bo to po znajomości. Dostajesz jeszcze pytania „to z pozycjonowaniem?”, „nie”, „a projektujący opiekuje się teraz stroną?”„nie, sam się muszę nauczyć, bez przesady, przecież to po znajomości”. Zdziwiony przyjaciel opowiada Ci o stronie, którą zleciła niedawno jego firma, w tym pozycjonowanie i administrowanie przez rok, za niecałe 2/3 Twojego kosztu, w agencji, wcale nie po znajomości. Czujesz się nabity w butelkę.

Dobry, czy zły glina?
Innym przykładem może być historia z życia wzięta. Jako, że wiele osób wie czym się zajmuję, co lubię robić, odzywają się do mnie czasem znajomi ogłaszając dobrą nowinę: „Mam dla Ciebie fuchę!”, „Czy zrobisz projekt mojego znajomego?”, „Poleciłem Cię Krysi, zadzwoni do Ciebie”. No jak dla mnie super, zagadam, popatrzę i będzie kolejny fajny projekt. Ale czasem się zdarza, że polecając mnie ustalili już cenę i termin zakończenia prac, bez konsultacji ze mną… A doba ma wciąż 24h i czasem po prostu czysty rachunek niepozwala na podejmowanie się takich rzeczy, w tak krótkim czasie, w dodatku dużo poniżej minimalnej granicy zarobku , ale uczynny gość obieca, że się zastanowi, bo nie wypada odmówić, bo przecież znajomy się postarał załawić takie zlecenie.

Tanio, Panie, tanio…
Kolejny przykład, warty przytoczenia, kumpel szukał kogoś kto wykona projekt prostej strony. Znalazł znajomą, która zrobi to nienajdrożej w dobrej oprawie graficznej i wszystko będzie śmigać. Jak tylko ona skończy projekt, pozostanie przerzucić to na FTP, bo ona się tym nie zajmuje. Projekt ukończony na czas. Dopiero przy przerzucaniu plików na serwer okazało się, że jest tylko PSD, zero kodu. Została wykonana ładna oprawa graficzna, ale niestety tylko oprawa graficzna, więc skoro dopinamy do tego CMS i piszemy zoptymalizowany pod SEO kod, spokojnie 2/3 roboty przed nami. Zwyczajne nieporozumienie stron, sprawa się wyjaśniła, ale dopiero po fakcie. A jeśli trafiłoby to na mniej chętnych porozumienia znajomych? Wtedy to najlepiej na zdjęciu…

No i dalej…
Weźmy pod lupę tylko dwa pierwsze, skrajne przypadki. Granicę między pierwszym, a drugim przypadkiem, patrząc z perspektywy twórcy stron, łatwo zatrzeć. Łatwo z miłego, uczynnego kolegi stać się łowcą okazji i nabijać w butelkę nawet znajomych. Ogniwem łączącym te postawy jest znajomy, zleceniodawca z pierwszego przykładu, płacący jak najmniej, przy okazji wymagający więcej niż obca osoba zlecająca, za pełną gażę. Im więcej takich znajomych spotkamy, tym większa szansa, że z miłego i uczynnego staniemy się tym drugim, łowcą okazji nie szczędzącym nawet znajomych.

Jaka jest rada na to? To będzie trudne do wykonania, ale z odrobiną samozaparcia da się zrobić. Trzeba mieć swój cennik zleceń i znajomym mówić, że mają 50%, 80% rabatu i trzeba się tego trzymać, choć momentami może się okazać, że znajomy będzie w szoku, że chcemy kasy. Oczywiście może to być „wymiana towarowa”, oby zawarta w danej kwocie.

Zleceniodawca ma łatwiej, bo to on wybiera wykonawcę i może porównać ceny znajomego z tymi rynkowymi. Do tego trzeba znać terminologię, nie musimy być encyklopedią, po prostu zadawaj pytania.

Wyślij linka
Bez względu na wszystko, warto wysłać linka do tego posta znajomemu, „poczytaj sobie, gość fajnie napisał”. Może nasz znajomy zorientuje się, że nie czujemy się pewnie i wyjaśni wszystko, czego nie zrozumieliśmy w naszych warunkach współpracy.



Wpisane w kategorii: (eCommerce, Webdesign) przez: Michał Pogrudka dnia: 19 sierpnia, 2010

O tym jak łatwo wydawać pieniądze i nie zważać na nic…

Wspominka
Ostatnio chciałem wrócić do przeszłości i przeglądałem swoje stare strony. Z tymi najstarszymi to każdy rozumie, że czas nieubłaganie leci, technologie się zmieniają, strony razem z nimi. Właściciele stron zamawiają wykonanie nowych stron, często wręcz odwrotnie, nie zależy im i nie przedłużają domen. Grzebiąc w czeluściach netu, wpisywałem adresy coraz to nowszych projektów mojego wykonania.

Strona wylądowała w koszu
Moim oczom ukazała się obca strona, a przecież współpracowałem przy jej tworzeniu maksymalnie 4 miesiące temu. Pomijam fakt, że może strona nie podobała się właścicielowi i ją zmienił… to po co ją zatwierdzał, uzupełniał content, galerie i wydał niemało kasy w agencji? Uszczypnęło to trochę moje ego, bądź co bądź część projektu była moja, a właściciel wybrał Joomlę z przypominającym oryginał layout. Trudno się mówi… klient nasz pan, chciał to ma. Idę dalej. Jeden z kolejnych adresów, brak takiej domeny… projekt wykonany w grudniu. Właściciel wydał nieporównywalnie większą kwotę na projekt, żal mu było 70zł na przedłużenie domeny. Może sam ją kupię i odsprzedam:-)

Inne przypadki
Idąc tym tropem postanowiłem sprawdzić portfolia znajomych i dla porównania jakiejś agencji. Jak jeszcze mogę uwierzyć, że jakimś cudem strona z prywatnego portfolio może zniknąć, bo może była uważana za mniej profesjonalną, trzeba było zlecić komuś „lepszemu”, to zniknięcie strony z portfolio agencji w tym wypadku byłoby niewytłumaczalne. Efekt moich poszukiwań mnie zadziwił. Czasem strony wyglądają już inaczej niż w portfolio, a w stopce podpisuje się pod nią kto inny… wiele adresów nie odpowiada… nieprzedłużona domena? Przypadek dwóch moich stron nie był odosobniony. Tylko czemu?

Zbędny wydatek…
Dlaczego ludzie wydają na projekt strony często niemałe kwoty, a nie przedłużają domeny za nieporównywalnie mniejsze pieniądze? Czemu generują kolejny wydatek na inny projekt, już zatwierdzony, u innej agencji? Nowy projekt, nowy wydatek.

Rozwiązanie?
Może projekty w polskich agencjach są za tanie? Jakby trzeba było zapłacić tak jak w Niemczech, czy w Hiszpanii, ludzie myśleli by nad zbędnymi wydatkami i wydali na projekt raz a porządnie? A może obsługa posprzedażowa jest u nas w powijakach, lub jej w ogóle nie ma?
Może jakby taka agencja proponowała obsługę strony po jej utworzeniu, mało, że zarobili by kolejny grosz, klient miałby non-stop utrzymaną stronę, to wciąz mieli by to co najwazniejsze… klienta.
Być może klient nie wie co zrobić z posiadaną stroną? Chciał to ma… Może to nawet my go namówiliśmy… to teraz należy go edukować. Ma system zarządzania treścią, a treści tyle co kot napłakał? W moim wypadku, jeśli zostawiłem uzupełnianie contentu właścicielowi, zdarzało się to nierzadko. Myślę, że brak obsługi posprzedażowej, brak kontaktu z właścicielem po pewnym czasie powoduje to co wyżej opisałem. Faktycznie z tego co pamiętam, kiedyś odezwałem się do właścicieli jedej ze stron, gdzie integrowałem CMS… „Panie Michale, dobrze, że Pan dzwoni, bo już miałam prosić informatyka z firmy”… i być może właśnie to jest teraz najlepszym rozwiązaniem.



Wpisane w kategorii: (eCommerce, Webdesign) przez: Michał Pogrudka dnia: 3 sierpnia, 2010

Pisałem już o pozycjonowaniu, optymalizacji… zwracałem uwagę na merytoryczną zawartość, bez której strona jest nic nie warta. Dochodzi do tego jeszcze jeden aspekt, co komu po top10 w Google, jeśli człowiek wchodząc na stronę nie wie co kliknąć i szybciej z niej wychodzi niż się na niej znalazł?

Wspominałem już o wypozycjonowaniu strony, ale nie zadbaniu o merytoryczne przyciągnięcie internauty, co nam z tego, że strona jest w top10, kiedy jej zawartość merytoryczna nie zachęca internautów do powrotu? Podobnie jest z użytecznością, kiedy strona jest wypozycjonowana, użytkownik klika i nie ma co zrobić dalej, znalazł się na jakiejś stronie… i co z tego, jak nie wie gdzie kliknąć, gdzie coś przeczytać, zraża się do strony i wychodzi i zapewne więcej nie wraca.

Co nam wtedy po pięknej, super przeprowadzonej, z efektem top10 akcji pozycjonerskiej za grube pieniądze?

Wygląd to nie wszystko
Strona ładna wizualnie nie musi oznaczać udanej pod względem użyteczności, gdy nie jest to zrobione z głową. Najlepszym przykładem jest Google i jego serwisy. Nie powalają graficznie na kolana, przemawiają do nas wręcz swoją prostotą i w większości znanych mi przypadków nie ma problemów co kliknąć, gdzie co znaleźć.
Człowiek skupia uwagę na stronie bardzo krótko, jeśli go nie przekonamy, żeby został, coś kliknął, stracimy go. Rzecz jasna nie chodzi tu o migające, śpiewające flashowe logo, bo takie może wręcz odstraszyć. Co do wyglądu należy zadbać, by strona wyglądała w miarę tak samo na wszystkich większych przeglądarkach. Mimo, że nie jestem zwolennikiem walidacji, czasem muszę się poddać i stronę walidować, by upewnić się, że coś nie przeszkadza w jej wyświetlaniu na różnych przeglądarkach.

Oczywiście brzydkie serwisy, choćby użyteczne i treściwe – najczęściej odstraszają. Należy zrobić wszystko z głową. Layout bez wodotrysków itp. ale zaprojektowany, by cieszyć oko swa prostotą, to chyba najlepsza kwintesencja tego co mogę osobiście powiedzieć o dobrych stronach pod względem wyglądu.

Niech użytkownik wie co kliknąć.
Widoczne i czytelne menu, linki w treści wyróżniające się od reszty. Logo, po którego kliknięciu wracamy na stronę główną. To tylko niektóre z tych najprostszych rad.
Mile widziane jest wskazanie w menu miejsca gdzie się znajdujemy, ścieżka dostępu u góry strony i jeśli już są, to nie przeszkadzające w nawigacji banery. Na stronie głównej warto pokazać skrót tego co można znaleźć na stronie. No i na pewno przyda się działająca wyszukiwarka w widocznym miejscu.

Oczywiście nie ma przymusu optymalizowania pod względem użyteczności strony w tych wszystkich punktach, często nie ma ścieżki dostępu, często menu nie pokazuje, którą opcję aktualnie wybraliśmy, a strona mimo wszystko jest czytelna i użyteczna.

Obserwuj statystyki
Należy obserwować co się dzieje ze statystykami strony. Czy nas odwiedzają, jak długo trwa wizyta? Czy nie kończą się one na stronie głównej i użytkownik ucieka? Przydatne będzie narzędzie Google Webmaster Tool, o którym wcześniej co nieco pisałem. Jaki jest współczynnik odrzuceń strony? A które linki są najczęściej odwiedzane?

Obserwuj innych

Nie chodzi o papugowanie, tylko obserwacje lepszych od nas. Co oni mają na swojej stronie takiego, czego my nie mamy, że im idzie lepiej? Co moglibyśmy zmienić u siebie, żeby nasza strona była bardziej użyteczna i zatrzymywała czytelników, jednocześnie będąc niepowtarzalną, powtarzam, niepapugowaną.

Testy

Testy zaczynamy od projektanta, który jako pierwszy widzi efekt końcowy. Firmowi analitycy, czy firma zewnętrzna zabierają się za to w drugiej kolejności. Ostatnią fazą testów wewnętrznych są użytkownicy, grupa reprezentacyjna 5, może 10 osób.

Wszystkie te osoby powinny próbować użytkować stronę, jakby to robili prywatnie u siebie w domu. Warto też dać im zadania do wykonania. Oczywiście najbardziej obiektywni będą Ci, którzy nie są jeszcze obeznani ze stroną, często osoby nieznajome. Niestety znajomi często chcą uniknąć krytyki, choćby tej najbardziej konstruktywnej, dlatego test taki może być mniej obiektywny.

Po testach wewnętrznych przychodzi czas na te na żywym organizmie. Ale raczej trudno to nazwać stricte testami. Kiedy udostępnimy stronę całemu światu i będziemy czekać na ewentualny odzew od internautów, że coś im nie działa, nie wiedzą gdzie coś jest, lub po prostu ich niezadowolenie przełoży się na współczynnik odrzucenia. Warto prosić użytkowników o wysyłanie opinii o stronie. Czasem samemu dostaniemy na e-mail informację, że coś się komuś nie podoba na stronie. Najważniejsze, żeby konstruktywną krytykę przełożyć na efekty.

Podsumowanie
Użyteczność serwisu jest bardzo ważna jeśli chcemy zatrzymać u siebie internautów. Możemy sami próbować ją poprawić, albo zlecić to odpowiedniej firmie. Są wolni strzelcy, którzy zajmują się nie tylko tworzeniem stron, ale zwracają uwagę na usability i tworzą użyteczne serwisy, lub przerabiają aktualne na bardziej użyteczne. Ten artykuł to tylko podstawy tego co należy zrobić, prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości napiszę więcej, gdyż temat jest szeroki i głęboki jak rzeka.

Zainteresowanym polecam darmowego e-booka Usability stron.



Reklama


Chcesz się tu znaleźć? Sprawdź tutaj.


Switch to our mobile site